Wnuczki i wnukowie też żyją w świecie demencji

13–19 minut

Kiedy w rodzinie pojawia się demencja, uwaga naturalnie skupia się na osobie, która choruje, oraz na człowieku przejmującym większość opieki. Pomiędzy nimi są jednak także inni bliscy. Dzieci, nastolatki i młodzi dorośli widzą zmianę zachowania babci lub dziadka, słyszą rozmowy o badaniach, obserwują zmęczenie rodzica. Nierzadko rozumieją więcej, niż przypuszczają dorośli, a zarazem mają bardzo niewielki wpływ na to, jak od tej pory będzie wyglądało życie rodziny.

Nie każdy wnuk staje się opiekunem. Każdy może jednak zostać dotknięty chorobą: utratą dawnej relacji, napięciem w domu, niedostępnością przeciążonego rodzica, poczuciem winy po własnej złości albo lękiem przed kolejnym spotkaniem. To doświadczenie zasługuje na zauważenie również wtedy, gdy młoda osoba nie podaje leków, nie pomaga w toalecie i nie mieszka z chorym dziadkiem.

Przegląd badań poświęconych wnukom osób żyjących z demencją opisuje doświadczenie znacznie bardziej złożone niż prosty podział na „radzi sobie” i „nie radzi sobie”. Pojawiają się w nim strata, smutek, frustracja, złość i poczucie winy, ale też bliskość, dojrzewanie, wiedza o chorobie oraz satysfakcja z bycia potrzebnym. Duże znaczenie ma nie tylko stan dziadka lub babci. Na przeżycia wnuków wpływają również wcześniejsza więź, wspólne mieszkanie, zakres obowiązków i przeciążenie głównego opiekuna, którym często jest ich własna mama lub tata.[1]

Choroba zmienia relację, zanim młody człowiek zdąży ją nazwać

Demencja może sprawić, że babcia powtarza to samo pytanie, myli imię wnuczki, przestaje śledzić rozmowę albo reaguje podejrzliwie na dobrze znaną osobę. Dziadek, który dawniej odbierał wnuka ze szkoły, może któregoś dnia nie rozpoznać dorosłej już twarzy. Zmiany bywają stopniowe i nierówne. Jednego dnia kontakt wydaje się niemal dawny, następnego pojawia się dystans, oskarżenie lub zupełny brak rozpoznania.

Dorosły, który wie, że odpowiada za to choroba, również może cierpieć. Dziecku albo nastolatkowi sama wiedza nie odbiera bólu. Zdanie „babcia nie robi tego specjalnie” wyjaśnia przyczynę, lecz nie powinno zamykać rozmowy. Można wiedzieć, że zapominanie nie jest wyborem, i nadal przeżyć je jak odrzucenie. Można rozumieć demencję, a równocześnie tęsknić za osobą, która pamiętała imię, wspólne wakacje i rodzinne żarty.

Utrata rozpoznania nie oznacza, że wspólna historia przestała istnieć albo że wnuk stał się mniej ważny. Pamięć chorego mózgu nie jest miarą wartości więzi. To zdanie często potrzebuje jednak paść z ust dorosłego. Bez niego młoda osoba może zostać sama z myślą, że skoro dziadek jej nie poznaje, cała relacja została unieważniona.

Badacze opisują tu cechy niejednoznacznej straty: bliski pozostaje fizycznie obecny, ale część znanej relacji stopniowo znika. Nie ma jednej chwili pożegnania ani społecznie uznanego momentu żałoby. Wnuk może nadal odwiedzać babcię, rozmawiać z nią i trzymać ją za rękę, a jednocześnie opłakiwać to, że nie może już zadzwonić do niej po radę. Te dwie emocje mogą towarzyszyć człowiekowi równocześnie.

Wnuki często przeżywają podwójną zmianę

Demencja dziadka lub babci może zmienić również dostępność rodzica. Mama, która wcześniej miała czas na rozmowę po szkole, odbiera telefony z przychodni, robi zakupy dla swojego ojca i próbuje zorganizować opiekę na noc. Tata jest fizycznie w domu, ale myślami nadal sprawdza, czy jego mama wzięła leki i nie wyszła sama. Rodzinne plany zaczynają zależeć od stanu jednej osoby, a kryzys potrafi odwołać urodziny, wyjazd lub zwyczajny wspólny wieczór.

Dla wnuka bywa to podwójna strata. Z jednej strony zmienia się ukochana babcia lub dziadek. Z drugiej — rodzic coraz częściej staje się opiekunem własnego rodzica i ma mniej czasu, cierpliwości oraz siły. Badania uwzględnione w przeglądzie Venters i Jones wskazywały, że obciążenie głównego opiekuna wiąże się z tym, jak wnuki postrzegają relację z chorym dziadkiem. W innych pracach zakres zaangażowania wnuków rósł, gdy rodzice poświęcali opiece więcej godzin.[1] Nie znaczy to, że cierpienie rodzica automatycznie przenosi się na dziecko. Pokazuje natomiast, że sytuacji wnuka nie da się zrozumieć, patrząc wyłącznie na jego kontakt z osobą chorą.

Młody człowiek może wówczas zacząć opiekować się kilkoma osobami naraz, nawet jeśli nikt tak tego nie nazywa. Pilnuje, żeby nie denerwować dziadka, przejmuje domowe obowiązki i rezygnuje z własnej sprawy, żeby nie dokładać mamie kolejnego problemu. Stara się być „tym bezproblemowym”. Ta dojrzałość bywa chwalona, chociaż czasami jest sposobem przetrwania w domu, w którym na potrzeby młodej osoby zabrakło miejsca.

Alzheimer’s Society zwraca uwagę, że dzieci i nastolatki mogą ukrywać smutek, lęk lub złość właśnie dlatego, że widzą napięcie dorosłych i nie chcą ich bardziej martwić.[2] Milczenie nie musi zatem oznaczać spokoju. Dobre oceny, spotkania z przyjaciółmi czy śmiech przy stole również nie dowodzą, że choroba w rodzinie nie zostawia śladu.

Wnuk dotknięty demencją nie zawsze jest młodym opiekunem

To rozróżnienie ma znaczenie. Wnuczka, która martwi się stanem babci i odwiedza ją raz w tygodniu, doświadcza choroby w rodzinie, ale nie musi wykonywać zadań opiekuńczych. O młodym opiekunie można mówić wtedy, gdy dziecko lub nastolatek regularnie podejmuje istotną odpowiedzialność za osobę chorą albo za funkcjonowanie domu: pilnuje leków, pomaga w higienie, czuwa nad bezpieczeństwem, przygotowuje posiłki, sprząta, organizuje sprawy lub stale wspiera emocjonalnie innych domowników.

Granica nie zawsze jest wyraźna. Zrobienie dziadkowi herbaty, wspólny spacer czy pomoc w oglądaniu albumu mogą być częścią bliskiej relacji. Ten sam spacer staje się czymś innym, gdy piętnastolatek sam odpowiada za osobę, która może się zgubić, upaść albo zareagować agresją. Liczy się nie tylko rodzaj czynności, ale też jej częstotliwość, odpowiedzialność, ryzyko oraz to, czy młoda osoba naprawdę mogła odmówić.

Badanie 162 nastoletnich opiekunów w wieku 15–17 lat z Włoch i Słowenii pokazało zarówno pozytywne, jak i negatywne strony pomagania dziadkom. Około jedna trzecia uczestników zgłosiła problemy zdrowotne związane z obowiązkami opiekuńczymi, a młodzi ludzie wskazywali potrzebę pomocy emocjonalnej, praktycznej i wsparcia ze strony szkoły.[3] Trzeba uczciwie dodać, że nie było to badanie wyłącznie rodzin dotkniętych demencją. Dziadkowie uczestników żyli z różnymi chorobami przewlekłymi i niepełnosprawnościami, a próba nie była reprezentatywna. Wynik nie mówi więc, że jedna trzecia wszystkich wnuków osób z demencją będzie miała problemy zdrowotne. Pokazuje, że regularna opieka w okresie dorastania może mieć realną cenę i nie powinna pozostawać niewidoczna.

Nazwanie kogoś młodym opiekunem ma sens wtedy, gdy otwiera dostęp do zrozumienia i pomocy. Nie powinno służyć romantyzowaniu przedwczesnej odpowiedzialności. Empatia, zaradność i bliskość mogą rozwijać się dzięki pomaganiu. Nie są jednak dowodem, że dziecko uniesie obowiązki dorosłego bez kosztu.

Złość nie przeczy miłości, a unikanie nie musi oznaczać obojętności

Powtarzane pytania mogą drażnić. Odmowa wizyty może wynikać ze strachu przed kolejnym nierozpoznaniem. Nastolatek może wstydzić się zachowania dziadka przy znajomych, a później wstydzić się własnego wstydu. Może odpowiedzieć ostro, po chwili przypomnieć sobie o chorobie i uznać, że zawiódł kogoś, kogo kocha.

To nie są niezwykłe ani moralnie podejrzane reakcje. W badaniach wnukowie opisywali smutek, bezradność, frustrację, gniew, zażenowanie i poczucie winy. Obok nich pojawiały się czułość, większa cierpliwość, poczucie więzi rodzinnej oraz uczenie się czegoś ważnego o starości i chorobie.[1,4] Niewielkie badanie jakościowe jedenastu nastolatków pomagających starszym bliskim z demencją pokazało także doświadczenie bliskości, humoru i satysfakcji z pomocy.[5] Mała liczebność tej grupy nie pozwala przenosić jej wyników na wszystkie rodziny. Przypomina jednak, że opieka nie musi być wyłącznie historią szkody.

Dorośli czasem próbują ochronić relację, podkreślając wyłącznie jej jasną stronę: „Dziadek tak bardzo się cieszy, kiedy przychodzisz”, „Babcia zawsze cię kochała”, „Trzeba korzystać, póki jeszcze jest z nami”. Wszystkie te zdania mogą być prawdziwe, a jednocześnie wywierać presję. Młody człowiek może zacząć uważać, że własny lęk lub niechęć są krzywdą wyrządzaną choremu.

Bezpieczniejszy komunikat mieści obie strony doświadczenia: „Wiem, że kochasz babcię i że dzisiejsze spotkanie było dla ciebie trudne. Nie musisz udawać, że nic się nie stało”. Choroba wyjaśnia zachowanie babci, ale nie odbiera wnuczce prawa do bólu. Rozmowa nie musi rozstrzygać, które uczucie jest właściwe.

Dziecko, nastolatek i młody dorosły potrzebują innego języka

Małe dziecko potrzebuje prostego, konkretnego wyjaśnienia. Można powiedzieć: „Dziadek ma chorobę mózgu. Przez nią czasem zapomina imiona, powtarza pytania albo zachowuje się inaczej. To nie jest twoja wina i nie możesz się od niego zarazić”. Warto dodawać informacje stopniowo i wracać do nich, ponieważ jedno wyjaśnienie nie kończy procesu rozumienia choroby.

Nastolatek zazwyczaj potrafi pojąć więcej medycznych faktów, ale sama wiedza nie oznacza emocjonalnej gotowości. Może rozumieć, czym jest zanik pamięci, a nadal bać się spotkania. Może też szukać informacji w internecie i trafić przede wszystkim na najbardziej zaawansowane stadia choroby. Dobrze jest zapytać spokojnie, co już wie, sprostować nieporozumienia i powiedzieć uczciwie, czego rodzina jeszcze nie wie. Alzheimer’s Society zaleca, by o demencji mówić wcześnie, jasno i językiem dopasowanym do wieku oraz dojrzałości młodej osoby.[6]

Młody dorosły bywa traktowany tak, jakby wiek automatycznie dawał mu nieograniczoną dyspozycyjność. Tymczasem studia, początek pracy, wyprowadzka i budowanie własnych relacji są ważnymi zadaniami tego etapu życia. Dwudziestokilkuletnia wnuczka może potrafić zostać z dziadkiem przez weekend, ale nie oznacza to, że powinna stać się domyślnym zastępstwem za brak usług lub odpoczynku dorosłego opiekuna. Jej odpowiedzialność warto ustalać, a nie zakładać.

W każdym wieku pomocne są cztery jasne informacje: choroba nie jest winą młodej osoby; jej zachowaniem nie można zatrzymać demencji; za organizację opieki odpowiadają dorośli; własne życie, nauka, przyjaciele i odpoczynek nie są zdradą rodziny. Te zdania trzeba czasem powtarzać, szczególnie gdy codzienność przekazuje odwrotny komunikat.

Przygotowanie do spotkania jest lepsze niż sprawdzian z miłości

Kontakt z dziadkiem może nadal dawać bliskość, jeśli młoda osoba wie, czego się spodziewać i ma wpływ na formę spotkania. Przed wizytą warto krótko powiedzieć, że babcia może dziś nie pamiętać imienia, wielokrotnie wrócić do tego samego tematu albo szybko się zmęczyć. Można ustalić znak oznaczający potrzebę przerwy i zapewnić, że wyjście do drugiego pokoju nie będzie odebrane jako złe zachowanie.

Nie warto zamieniać spotkania w test pamięci. Pytanie „Babciu, pamiętasz, kto to?” stawia chorą osobę w sytuacji, w której może ponieść porażkę, a wnuka naraża na usłyszenie bolesnej odpowiedzi. Łagodniejsze wprowadzenie brzmi: „Mamo, przyszła Zosia, twoja wnuczka. Przyniosła zdjęcia z wycieczki”. Podanie imienia i kontekstu pomaga obojgu wejść w kontakt bez egzaminu.

Rozmowa również nie musi opierać się na poprawnym odtwarzaniu faktów. Album, znana piosenka, podlewanie kwiatów, prosty posiłek, spacer albo siedzenie obok siebie pozwalają być razem nawet wtedy, gdy słowa zawodzą. Alzheimer’s Society zachęca do włączania młodych ludzi w przyjemne, dostosowane do możliwości aktywności, ale podkreśla, że zaangażowanie nie zawsze jest odpowiednie i powinno uwzględniać potrzeby dziecka.[7]

Po spotkaniu dobrze jest nazwać to, co się wydarzyło, zwłaszcza gdy dziadek nie rozpoznał wnuka, oskarżył go albo zareagował nieprzewidywalnie. Krótkie „Widziałam, że to cię zabolało” może być ważniejsze niż natychmiastowa lekcja o objawach. Wyjaśnienie choroby można dołączyć, nie odbierając znaczenia emocjom.

Bezpieczeństwo ma pierwszeństwo przed rodzinnym obowiązkiem

Demencja może wiązać się z pobudzeniem, agresją słowną lub fizyczną, urojeniami, naruszeniem granic i zachowaniami seksualnymi niezgodnymi z wcześniejszą osobowością. Choroba pomaga zrozumieć ich źródło, ale nie zobowiązuje dziecka do ich znoszenia. Młoda osoba nie powinna pozostawać sama z chorym, jeśli istnieje ryzyko przemocy, wyjścia z domu, upadku, zachowania seksualnego albo innej sytuacji, której nie potrafi bezpiecznie opanować.[7]

Nie należy wymuszać przytulania, pocałunku, siedzenia blisko ani udziału w czynnościach higienicznych. Odmowa kontaktu fizycznego nie jest karą dla chorego. Jest granicą, którą dorosły powinien pomóc utrzymać. Jeśli podczas wizyty wydarzyło się coś przerażającego lub naruszającego, samo zdanie „to przez demencję” nie wystarcza. Potrzebne są uznanie krzywdy, ochrona przed powtórzeniem sytuacji i, jeśli objaw jest nowy albo gwałtownie się nasilił, kontakt z lekarzem osoby chorej.

Podobnie wygląda odpowiedzialność praktyczna. Nastolatek może nauczyć się, jak spokojnie odpowiedzieć na powtarzające się pytanie, lecz nie powinien być jedyną osobą odpowiedzialną za kryzys. Powinien znać numer do dorosłego, wiedzieć, kiedy dzwonić pod 112 i mieć prawo powiedzieć, że nie zostanie sam. Wiedza ma zwiększać bezpieczeństwo, nie legitymizować przeniesienie opieki na dziecko.

Mój świat opieki zaczął się od „doszytych dziadków”

Osoby, którymi później się opiekowałam, nie były moimi dziadkami z krwi. Byli rodzicami mojej przyjaciółki. Mieszkaliśmy prawie obok siebie. Ja miałam psy, oni bardzo je lubili, więc nasza relacja zaczęła się zwyczajnie — od wspólnych spacerów.

Później choroby zaczęły zabierać coraz więcej. Ona żyła z chorobą Parkinsona, on z chorobą Alzheimera. Ich córka była w tym mieście właściwie sama, daleko od pozostałej części rodziny. Zaczęłam pomagać. Najpierw robiłam zakupy albo gotowałam obiad, kiedy moja przyjaciółka była w pracy. Z czasem tego „trochę” było coraz więcej i przez około trzy lata opiekowałyśmy się nimi wspólnie.

Stali się moimi doszytymi dziadkami, choć miałam już ponad dwadzieścia lat. Te lata nauczyły mnie cierpliwości, empatii i innego patrzenia na starość. Pokazały mi również, ile piękna może pozostać w życiu, które bardzo się zmienia.

Nie chcę jednak zostawiać wyłącznie tej ładnej części. Pamiętam ogromne zmęczenie i łzy właśnie ze zmęczenia. Kolejne nocne wstawanie, gdy Alzheimer nie pozwalał mu odpocząć. Pamiętam stres pierwszego weekendu, podczas którego ich córka wyjechała na zasłużony odpoczynek, a odpowiedzialność została ze mną.

Pamiętam też prawdziwą złość. Nie pasowała do opowieści o młodej dziewczynie, która z miłością opiekuje się starszymi ludźmi. Zdarzało mi się odpowiadać w sposób, którego później żałowałam. Wiedziałam, skąd bierze się dane zachowanie, i mimo tej wiedzy nie miałam już cierpliwości. Kochałam ich i byłam tak zmęczona, że czasem chciałam po prostu wyjść.

Miłość mnie przed tym nie ochroniła. Nie była zbyt mała. Po prostu nie stanowi niewyczerpanego źródła snu, siły i odporności na stres.

Patrzyłam także na moją przyjaciółkę i widziałam, jak opieka odbiera jej kolejne części własnego życia. Dopiero wtedy w pełni zrozumiałam, że młodsza osoba w rodzinie może przeżywać chorobę podwójnie. Patrzy na zmianę ukochanego człowieka, a zarazem na to, co odpowiedzialność robi z jego córką albo synem. Czasami zaczyna troszczyć się o nich wszystkich jednocześnie.

Ta historia nie daje mi prawa do mówienia w imieniu każdego wnuka. Daje mi natomiast pewność, że nie należy sprowadzać tego doświadczenia ani do pięknej lekcji empatii, ani wyłącznie do cierpienia. Obie części mogą być prawdziwe. Pomaganie może budować więź i poczucie sensu, a równocześnie przerastać zasoby młodego człowieka.

Rozmowa zaczyna się od miejsca, w którym nie trzeba chronić dorosłego

Ogólne „jak się masz?” łatwo zakończyć słowem „dobrze”. Bardziej pomocna jest spokojna, konkretna rozmowa bez obecności chorej osoby i bez pośpiechu. Dorosły może powiedzieć: „Widzę, że odkąd dziadek z nami mieszka, częściej zostajesz w domu i gorzej śpisz. Chcę wiedzieć, jak to wpływa na ciebie. Nie musisz mnie oszczędzać”.

Warto słuchać bez szybkiego poprawiania uczuć. Gdy wnuczka mówi, że nie chce odwiedzać babci, odpowiedź nie musi od razu prowadzić do przekonywania. Najpierw potrzebne jest ustalenie, co jest trudne: powtarzanie, zapach w domu, brak rozpoznania, zachowanie babci, widok zmęczonej mamy czy odpowiedzialność, która spada na wnuczkę podczas wizyty. Dopiero wtedy można zmienić warunki spotkania albo uznać potrzebę przerwy.

Nie każda młoda osoba zechce rozmawiać z rodzicem, szczególnie jeśli rodzic jest głównym opiekunem. Dobrze, gdy ma dostęp do innego zaufanego dorosłego: drugiego rodzica, cioci, nauczyciela, pedagoga lub psychologa szkolnego. Włączenie szkoły może pomóc, gdy pojawiają się spóźnienia, nieobecności, trudność z nauką albo brak możliwości wykonania zadań z powodu sytuacji domowej. O ile nie ma zagrożenia bezpieczeństwa, warto zrobić to z wiedzą i udziałem młodej osoby, a nie za jej plecami.[8]

Najważniejsza pomoc często nie polega na uczeniu dziecka, jak lepiej opiekować się dziadkiem, lecz na zdjęciu z niego odpowiedzialności. Trzeba ustalić, które zadania należą do dorosłych, kto przejmie je podczas kryzysu oraz jaki czas pozostaje chroniony dla szkoły, odpoczynku i relacji z rówieśnikami. Jeśli rodzina potrzebuje kolejnej pary rąk, rozwiązaniem powinno być szukanie dorosłego wsparcia, usług opiekuńczych lub pomocy instytucjonalnej, a nie automatyczne sięganie po najbardziej dyspozycyjnego nastolatka.

Sygnały, że młoda osoba potrzebuje więcej niż rodzinnej rozmowy

Pojedynczy gorszy dzień nie świadczy o zaburzeniu. Znaczenie ma zmiana utrzymująca się w czasie: wyraźne kłopoty ze snem lub koszmary, częste bóle brzucha albo głowy bez jasnej przyczyny, stałe zmęczenie, drażliwość, wycofanie, obniżenie ocen, nieobecności, zmiana apetytu, utrata zainteresowań lub coraz większe przejmowanie opieki. Alzheimer’s Society wymienia takie zachowania wśród możliwych oznak, że dziecko albo nastolatek źle radzi sobie z demencją w rodzinie.[2]

Nie służą one do samodzielnego stawiania diagnozy. Są powodem, by zatrzymać się, porozmawiać i poszukać wsparcia u psychologa szkolnego, pedagoga, lekarza rodzinnego, psychologa lub innego specjalisty pracującego z młodzieżą. Jeśli młody człowiek mówi o beznadziei, samookaleczeniu, chęci śmierci albo zagrożone jest jego bezpieczeństwo, pomoc powinna być pilna. W bezpośrednim zagrożeniu życia lub zdrowia należy zadzwonić pod numer 112.

Dzieci i młodzież mogą przez całą dobę zadzwonić pod bezpłatny numer 116 111 prowadzony przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę; dostępne są także kontakt pisemny i czat.[9] Całodobowy, bezpłatny i anonimowy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka działa pod numerem 800 12 12 12, a na stronie Rzecznika dostępny jest również czat.[10] Nie trzeba czekać na skrajny kryzys. Przeciążenie sytuacją w domu jest wystarczającym powodem do rozmowy.

Młody człowiek ma prawo pozostać wnukiem

Wnuczka może kochać babcię i nie chcieć uczestniczyć w każdej wizycie. Wnuk może być cierpliwy przez godzinę, a później potrzebować własnego świata. Młody dorosły może pomóc rodzicowi i jednocześnie odmówić przejęcia weekendowego dyżuru. Żadna z tych granic nie odbiera znaczenia relacji.

Dzieci i młodzież nie potrzebują obietnicy, że wszystko będzie dobrze. Potrzebują prawdy podanej w sposób, który mogą unieść, dorosłego gotowego wysłuchać także złości oraz pewności, że nie odpowiadają za zatrzymanie choroby. Potrzebują możliwości bycia blisko bez obowiązku zdawania egzaminu z miłości.

W rodzinie dotkniętej demencją warto chronić nie tylko bezpieczeństwo osoby chorej i siły głównego opiekuna. Trzeba także chronić rozwój młodej osoby, jej sen, szkołę, przyjaźnie i prawo do własnej przyszłości. Włączenie wnuka w życie dziadka może budować więź. Zastępowanie nim brakującej dorosłej opieki jest czymś innym.

Czasem najważniejsze zdanie brzmi: „Widzę, że to dotyczy także ciebie. Możesz powiedzieć mi prawdę, nawet jeśli jest trudna. Nie musisz opiekować się nami wszystkimi”.


Źródła

  1. Venters S., Jones C.J. The experiences of grandchildren who provide care for a grandparent with dementia: A systematic review. Dementia. 2021;20(6):2205–2230. https://doi.org/10.1177/1471301220980243
  2. Alzheimer’s Society. How children and young people may respond when someone has dementia. https://www.alzheimers.org.uk/get-support/living-with-dementia/how-children-young-people-respond-dementia
  3. Santini S., D’Amen B., Socci M., Di Rosa M., Hanson E., Hlebec V. Difficulties and Needs of Adolescent Young Caregivers of Grandparents in Italy and Slovenia: A Concurrent Mixed-Methods Study. International Journal of Environmental Research and Public Health. 2022;19(5):2837. https://doi.org/10.3390/ijerph19052837
  4. Celdrán M., Triadó C., Villar F. Learning from the Disease: Lessons Drawn from Adolescents Having a Grandparent Suffering Dementia. The International Journal of Aging and Human Development. 2009;68(3):243–259. https://doi.org/10.2190/AG.68.3.d
  5. Perion J., Steiner V., Ames A. “It makes me feel like good inside because I helped him do stuff” – Perceptions of psychological well-being in adolescents providing dementia care. Journal of Aging Studies. 2021;56:100908. https://doi.org/10.1016/j.jaging.2020.100908
  6. Alzheimer’s Society. How to explain dementia to children and young people. https://www.alzheimers.org.uk/get-support/living-with-dementia/explain-dementia-children-young-people
  7. Alzheimer’s Society. How to involve children and teenagers with a person with dementia. https://www.alzheimers.org.uk/get-support/daily-living/involving-children-young-people-dementia
  8. Alzheimer’s Society. Ways to support a child or young person when a family member has dementia. https://www.alzheimers.org.uk/get-support/living-with-dementia/supporting-children-young-people-dementia
  9. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę. 116 111 – telefon zaufania dla dzieci i młodzieży. https://116111.pl/
  10. Rzecznik Praw Dziecka. Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka: 800 12 12 12. https://brpd.gov.pl/telefon-zaufania-rzecznika-praw-dziecka-800-12-12-12/

Artykuł ma charakter edukacyjny i nie zastępuje konsultacji medycznej ani psychologicznej. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia należy zadzwonić pod numer 112.